W Wigilię Mimi z pomocą Laurenta i Stefana naszykowała dwa równoległe Śniadania do Łóżka!
Zaległe Śniadanie Urodzinowe Zefcia oraz Aktualne Śniadanie Imieninowe Ewy.
Pierwsze w stylu kulek magnetycznych (Zefcio dostał od Świętego MIkołaja takie kulki i jest to hit i super zabawa dla każdego
– budowanie z nich różnych figur) a Effcia w stylu idealnej randki : – ) Śniadania były wykwintne, śliczne i pyszne.
Tymczasem Drużynowy Ignacy i Przyboczny Jeremi przez kilka godzin pomagali w Wigilii dla 700 osób samotnych i chorych w Hali Targi Lublin.
Dzień wcześniej też owi dwaj wspaniali harcerze pojechali po choinkę i kupili prześliczną i mega gęstą i jeszcze Ignac udzielił wywiadu na temat
wybierania choinki : – )
My natomiast mieliśmy kilka przerw pracowniczych – z powodu przeszkód niezależnych od pracownika – w czasie długiego lepienia uszek i gotowania się barszczu : – )
Laurent jako najbardziej Choinkowa Osoba, porwał się na znoszenie ozdób ze strychu i niestety wypadło mu jedno pudełko,
szczęśliwie jedna bombka spadła na dywan i nic jej się nie stało,
Laurent podniósł ją i pokazywał nam wołając: CUD! – wtedy bombka wypadła mu z ręki i rozbiła się : – )
Wigilia była dosyć skromna bo tylko 23 osoby, i wkrótce nastąpił radykalny podział na młodych i już niemłodych : – )
Młodzi oblegli Salon Ernesta gdzie grali namiętnie w mafię – przebojem była piosenka wymyślona przez Mimi – choć Jeremek
twierdzi, że to był jego pomysł – Głosuję na Tycjana, na na na na na!
A my siedzieliśmy w jadalni i gawędziliśmy spoglądając tęsknie na wesołą młodzież.
Najodważniejsi poszli na Pasterkę – Ignac, Jeremek, Ewa i Mimi – trwała półtorej godziny na stojąco w tłumie!
W Boże Narodzenie ja przystąpiłam do akcji „Sztuka pakowania i podpisywania prezentów” – uważam że powinna być taka kategoria w sztuce
i mieć swoją nazwę zapewne japońską – nieskromnie powiem, że miałabym pierwsze miejsce w każdym konkursie : – )
(Trochę prezentów kupiłam dzień przed Wigilią – raz w roku jeżdżę do sklepu Jula, mam kartę Józefa Japoli, która do tej pory działa!
Mój tata lubił ten sklep i teraz ja na pamiątkę kupuję tam drobne prezenty typu lampka do roweru, baterie, nieznane słodycze)
Przypuszczałam, że uwinę się w 3 godziny, początkowo w ogóle nie miałam natchnienia, mimo hojnej szklanki kawy,
ale stopniowo rozpędzałam się aż do błyskawicznych celnych i bezcennych podpisów.
Zatem po pięciu godzinach 108 (albo 112) podpisanych prezentów otoczyło choinkę : – )
kilkanaście podpisów wymyśliły dzieci. A Laurent jako pierwszy naszykował prezenty, które zrobił i kupił już jakiś czas temu!
I zaczęło się pełne napięcia rozpakowywanie prezentów! Prezenterami byli na zmianę Laurent, Zefcio, Ignac i Jeremek.
Szala przechylała się nie tylko na dwie – ale – choć to niemożliwe – na cztery strony by na koniec zdecydowanie uczynić
szczęśliwą posiadaczką największej ilości prezentów Mimcię – 22 prezenty!
Na szczęście inni, mimo że o wiele mniej prezentów dostali, byli również bardzo zadowoleni i NIKT W TYM ROKU NIE PŁAKAŁ!
Część osób kończyła imprezę ubrana w prezenty – sweterki, bluzy, czapeczki, koce i kolczyki : – )
A zatem podpisy:
Królowały kategorie: medycyna, Filip (z którym Mimi się spotyka), burzliwe przygody filmowe i miłosne Effci, cytaty z filmów, które razem oglądaliśmy i oczywiście ryby!
A także podpisy rzeczy np na prezencie dla Ernesta przyczepiłam taśmą szczotkę – rybkę, która w dodatku wyszła przechylona…
Najbardziej zaangażowane były prezenty od Laurenta:
ja dostałam dwa kamienie pięknie zapakowane w wycięte w gąbce dołki!
Mimi – czapkę, którą akurat dostała już raz rok temu, ale tym razem Laurent doszył jej dwa śliczne błyszczące guziki 🙂
Ewa kolczyki i naszyjnik z delfinami – czyżby z Luwru? :- )
Zefcio zestaw Lego kaczor Donald – którego Laurent kupił za własne pieniądze!
Ernest – fantastyczną dużą rybę z czerwonej bibuły, w przezroczystym pudełku – zupełnie jak w akwarium!
Ja jako jedyna dostałam prezent od kowala! Dorobił wieszaczki do uroczego żelaznego jelonka!
A od Ernesta piękny mały porcelanowy czajnik na prąd, żeby w pracy móc zrobić sobie herbatę!
I od Effci – książkę jej wykładowcy Łukasza Barczyka, o filmie „Lśnienie” Ewa ją nam wypożyczyła z biblioteki Szkoły Filmowej,
niestety jest nie do kupienia, ale Effcia znalazła wersję po angielsku dla mnie!
To znakomity prezent, książka jest arcyciekawa i tak przyjemnie się ją czyta!
Prezenty miały różną wartość finansową i emocjonalną,
Jeremek dostał prezent podpisany : „Zestaw policjanta – part II” i była to biała czapka kapitańska
A historia jest taka, że gdy miał jakieś 6 lat, Ernest wziął ich do sklepiku w mieście i tam Jeremek wybrał sobie zestaw policjanta,
niestety, kiedy dojechali do domu, zestaw już się rozpadł! Ewa do tej pory pamięta minę Jeremka!
A teraz siedząc w czapce kapitana Jeremek wyznał, że 7 lat temu nad morzem, bardzo chciał mieć taką czapkę!
Ale nawet nikomu nie powiedział o swoim marzeniu! A dziś się spełniło 🙂


Natomiast prezentem podpisanym: WYGRAŁEŚ LOS NA LOTERII była paczka Schoco bons z 200 zł w środku 🙂
Laurent dostał trzy sweterki świąteczne – wiemy, że będzie w nich chodził cały rok, nawet w Wielkanoc 🙂
i zegarek kieszonkowy w kształcie sowy (polecam taki prezent, wzbudził wiele radości)
i koc w ptaszki – z podpisem- cytatem o ptakach z Historii Naturalnej : – ) idealnie oddaje charakter Łałeczka 🙂
Oraz portfel, w którym nieoczekiwanie znalazł stówę! Podejrzewał, że to przez pomyłkę tam się znalazła:

Zefcio bardzo milutki i najładniejszy koc w smoki.
Mimi dostała wisiorek z kwiatkiem i owocem pomarańczy oraz kolczyki z kwiatem pomarańczy francuskiej firmy „Les Nereides”
A Filip dwa lata mieszkał w Walencji! I tak jak Mimi świetnie zna hiszpański! – stąd podpis o pomarańczach : – )
Effcia – też z Les Nereides kolczyki z kwiatkiem i owocem cytryny, a podpis „Hodowca krzewu o ostrych cierniach i pachnących kwiatach” nawiązuje do Dziejów Tristana i Izoldy, bo Ewa odnalazła się w archetypie Tristana!
Poza tym królowały gry planszowe, ubrania i ozdoby.
Chłopaki wyskoczyli na godzinę kolędowania, w drużynach:
Ignac w stylu jazz New Orlean ze skrzypcami i śpiewający Laurent w przebraniu wilczka
oraz Jeremek śpiewający – bardzo przystojny pasterz w futrze i Zecio jako anioł grający na trąbce
I tu los uśmiechnął się zdecydowanie do pierwszego duetu:

zarobili 250 zł i słodycze!!
podczas gdy Zefcio i Jeremek …. 36 zł!
Trzeba przyznać że z godnością znosili tę niesprawiedliwość losu 🙂

