Uśmiech losu (chyba :-) 

10 grudnia 2025 roku to jedna z tych dat, którą każdy Polak powinien pamiętać. Otóż dzisiaj było moje wystąpienie na Środzie Klinicznej,
pt „Manifestacja Archetypu Tristana i Izoldy w świecie psychicznym pacjentów”,
do którego przygotowywałam się od kilku tygodni!
Ernest żartował, że historia Kliniki Psychiatrii będzie się dzielić na czas Przed i Po Wystąpieniu Matyldy 🙂
I jak to historii bywa, zbiegły się dwa wielkiej wagi fakty:
W poniedziałek prosto z pracy pojechałam na Al Kraśnicką na wizytę w poradni kardiologicznej.
Doktor Miriam wysyłała mnie tam już od wakacji, kiedy to miałam kilka razy nagły przeszywający ale bardzo krótki ból w klatce.
Prócz tego od jakiegoś czasu mam wysoki cholesterol, wysoki puls i o zgrozo – dychawicę gdy szybko pobiegnę!
Doktor obejrzała EKG i inne wyniki, i powiedziała, że żeby nie dopuścić do udaru lub zawału, muszę zacząć brać leki – statyny,
próbowałam się od tego wywinąć, ale przekonała mnie, że ona też to bierze!
Dopiero gdy wyszłam i wróciłam do domu przeczytałam:
Japola Matylda
wiek 53 lata
rozpoznanie główne: I25 Przewlekła choroba niedokrwienna serca
rozpoznanie współistniejące: E78 Zaburzenia metabolizmu lipoprotein i inne lipidermie

No nie, to na pewno nie ja!

Ale cóż zrobić, następnego dnia obudziłam się już w innym świecie: w Świecie przewlekle chorych!
I grzecznie połknęłam pierwszą Ryzelindę (imię jak dla księżniczki 🙂
Och nie, tabletka nazywa się Rozwera 🙂

A dziś Środa Kliniczna!

W samochodzie same piękne piosenki, bardzo mnie to zachwyciło:
Perfect Stranges – Deep Purple,
Zombie Lady – David Damiano
Solsbury Hill – Peter Gabriel.

Niby niewinne słowa, a piosenki dobrze znane, ale oniemiałam i przestałam śpiewać, gdy usłyszałam słowa:
Damiano: Don’t stop eating MY HEART baby,
i Petera Gabriela: MY HEART GOES BOOM BOOM BOOM!

a krew pozbawiona tlenu (w czasie zawału) ma kolor DEEP PURPLE!
Zatem odczytuję znaki i rozgoszczam się w nowym świecie 🙂

W pracy różne osoby powiedziały mi że pięknie wyglądam (ubrałam się stosownie do epoki i tematu jednego rysunku „Dotyk Lasu”),
i poszłyśmy z Moniką do Auli, okazało się, ze jej prezentacja w ogóle nie idzie z komputera oddziałowego,
więc musiała skorzystać z mojego, przesłała sobie na pocztę itd. Monika prowadzi terapię zajęciową i przygotowała wystąpienie o Psychogimnastyce
Tuż przed jedenastą było bardzo mało ludzi – tylko nasz oddział: w sumie 10 osób, dwie terapeutki zajęciowe co pracowały u nas a
teraz są na całodobowych, jedna tajemnicza pani i jeden tajemniczy pan. I jeszcze kilka osób spośród psychiatrów.
O 11 weszła moja szefowa profesor Hania Karakuła i Paweł Krukow – bardzo mądry psycholog teoretyk – ucieszyłam się z tych słuchaczy!
Czekaliśmy jeszcze chwilę i weszła psychiatra Justyna Pawęzka ze swoimi studentami, mówiąc,
że taki ciekawy temat Matyldy, że wiadomo że przyszła. I była jeszcze jedna grupa studentów niewielka i tyle.
Chamskie, że nikt więcej z pracowników z innych oddziałów nie przyszedł, nawet psychologowie z poradni.
Zapraszałam też nasze pielęgniarki: Anię i Lucynkę z Nerwic, ale widocznie nie mogły zostawić pacjentów.
Zaczęłam mówić moje wystąpienie i szło mi bardzo dobrze, patrzyłam na twarze słuchaczy – słuchali i podobało im się
(nie wiem jak studenci, bo nie sięgałam wzrokiem do nich)
Dwie studentki zgłosiły się do wykonania mini warsztatu i dobrze im poszło.
Niestety zniknął mi jeden slajd, dobrze że nie więcej!
Mówiłam 40 minut,
Były wielkie i długie brawa!
(jak ktoś chce to mogę przesłać prezentację, jest świetna, ale zajmuje 10 tys czegoś tam.)
Hania bardzo pochwaliła, jeszcze do studentów się zwróciła coś o archetypach i warsztatach moich itd!
Także utrzymałam w pracy pozycję mądrej, doświadczonej i zaangażowanej 🙂
I już mogłam sobie usiąść w pierwszym rzędzie na miejscu Moniki, a ona występowała,
Niestety studenci wszyscy już poszli, i na tej części została nas zupełna garstka!
Nasz oddział, Hania, Paweł Krukow i tajemniczy pan!
Monika fajnie opowiadała i zaraz po teorii przeszła do ćwiczeń
Gdy gadałysmy rano, mówiła, ze zaprosi studentów, ale nie ostał się ani jeden!
W normalnym stanie nigdy bym się nie zgłosiła do takich zadań,
bo boję się takich zadań jak ognia, a nawet jak diabeł święconej wody 🙂
Ale byłam w stanie wyjątkowym –
dopiero co wykonałam dobrze coś mega trudnego i czułam się lekko i swobodnie.
Pierwsze ćwiczenie, zgłosiła się Hania – szefowa, Piotr, Dagmara i ja – psycholodzy z naszego oddziału, i Zuzia psychiatra .
Zadaniem było stworzyć żywą rzeźbę, najpierw każdy sam coś robił, ale wkrótce Piotr, Dagmara i Zuzia chodzili w kole trzymając się za ręce,
a w środku kręciłam się ja z szefową – też za ręce – w górze 🙂
Potem mówiliśmy jak nam było w tym ćwiczeniu 🙂
Drugie zadanie – Lustro
w parach, jedna osoba była lustrem, druga tym co się przegląda i robi jakieś ruchy
potem zamiana.
W trzecim nie brałam udziału bo miały iść osoby, które jeszcze nie były 🙂
A czwarte miało być, że wszyscy idziemy, bo tak mało zostało osób,
więc naiwnie wyszłam na środek, a okazało się, ze jednak nie wszyscy wstali 🙂
Dobraliśmy się w pary – ja znowu z Piotrem, Hania z tajemniczym gościem, i dwie terapeutki zajęciowe razem.
Popłynęła muzyka etniczna i trzeba było tańczyć taniec wojenny, – odstraszając się nawzajem w parze!
Ha ha, ciekawe kto z was by to wykonał 🙂
Tak czy siak było mnóstwo śmiechu i integracji i biliśmy sobie brawo 🙂
Tylko Paweł Krukow nie brał udziału w żadnym ćwiczeniu, wiadomo – teoretyk! 🙂
Wszystko trwało dwie godziny!
Jeszcze bardziej uważam, że pracuję na najfajniejszym oddziale!
Dziwnie się teraz czuję, bo tak się przez te tygodnie przywiązałam do Tristana i Izoldy,
że będzie mi ich brakowało 🙂
Długo przyglądałam się „żywemu krzewowi o ostrych cierniach, o pachnących kwiatach, co zapuścił korzenie w krew serca Tristana” ,
teraz pora przyjrzeć się co to za roślina wyrosła na moim sercu 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top